"Uczestnictwo w warsztatach „Wreszcie żyć - 12 kroków ku pełni życia” jest nie do
przecenienia. Jestem pewien, że jakość mojego życia zdecydowanie uległa poprawie. Okoliczności w
jakich żyję są takie same, ale zmianie uległo moje wnętrze. Po pierwsze jestem bardziej świadomy
moich uczuć i tego, w jaki sposób z nimi postępować. Już nie one mną kierują, ale to ja jestem w
stanie odpowiednio na nie reagować, przynajmniej w większości przypadków :)
Wzrosła też moja pewność siebie. Najbardziej jednak dostrzegam pozytywne efekty w
trudnych dla mnie chwilach i relacjach. Radzę sobie z nimi o wiele lepiej niż kiedyś. Jestem teraz
gotów do uznania swojej słabości i bezsilności. Dzięki temu otwieram się bardziej na Bożą pomoc. Nie
zachowuję się już jak atlas, który na swoich barkach niesie cały świat. Dzięki temu jestem
spokojniejszy i bardziej ufny.
Zmieniła się też moja relacja z Bogiem. Już nie „muszę” wszystko, ale „chcę”."
Michał, 37 lat, mąż i ojciec piątki dzieci
"Przyszłam na warsztaty ,,Wreszcie żyć - 12 kroków ku pełni życia”, ponieważ nie radziłam
sobie z gniewem. Często wybuchałam złością w postaci agresji słownej. Z byle powodu stawałam się
wulkanem złości. Ten stan chronicznej złości powodował, że myślałam o sobie źle. W czasie warsztatu
zrozumiałam, że te nieprzyjemne uczucia, które przeżywam, nie są same w sobie złe, że ja nie jestem
zła (choć jestem w złości} ale, że one są informacją o moich niezaspokojonych potrzebach.
Bardzo ważną rzeczą było odkrycie, że mam poważny problem ze stawianiem granic.
Program 12 kroków poprowadził mnie też do bardzo odległych wydarzeń z życia, do starych ran
zakopanych i wypartych. Mogłam to przepracować w życzliwej i bezpiecznej atmosferze.
W trakcie pracy w grupie poznałam narzędzia pozwalające porządkować moje niewłaściwe
postawy i zachowania. Korzystam z nich i widzę, że są skuteczne, choć wiem, że ta praca wymaga
czasu, że to jest proces na całe życie. Staram się nie zniechęcać porażkami, ale zaczynać od nowa,
kiedy coś się nie udaje. Chcę rozwijać pozytywne postawy w sobie i osiągnąć wewnętrzną wolność.
Jestem wdzięczna Panu Bogu, prowadzącym i członkom grupy, że mogłam uczestniczyć w
tych warsztatach. Choć czasem było trudno, ale było super!"
Barbara, 58 lat, żona i mama
"Na początek - cofnę się trochę wstecz, do wieku nastoletniego (miałem w swoim życiu taki
okres, nieco ponad dekadę), który teraz z perspektywy czasu mogę porównać do jazdy na wózku po
torach, które prowadzą w dół - wózek ciągle się rozpędza i tylko kwestią czasu jest, kiedy w końcu
pojawi się jakiś zakręt lub przeszkoda. To był taki okres oddalenia się od Boga (o ile kiedykolwiek
byłem blisko) i coraz większego przywiązania do przyjemności tego świata. Skutkowało to coraz
większym zagubieniem w wielu sferach: relacyjnej, seksualnej, szkolno-edukacyjnej, rodzinnej.
Pojawiły się nałogi, które prowadziły do jeszcze większych frustracji. W tym czasie też dużo raniłem
siebie i innych, co dodatkowo izolowało mnie i zamykało.
Później przyszedł czas, kiedy nie mając już żadnych swoich pomysłów na szczęście, zwróciłem
się w końcu o pomoc do Pana Boga. Od tamtej pory nieustannie czuję Jego prowadzenie i opiekę.
Czuję, że Pan Bóg prowadzi mnie przez takie wydarzenia i daje takie narzędzia, żeby mnie ratować,
naprawiać we mnie to, co ja zepsułem, to co inni we mnie popsuli lub uzupełnić to, czego nie
dostałem wtedy, kiedy potrzebowałem. Czasem to było jak takie "kucie tynków do gołego betonu”.
I tu zaczął się warsztat ,,Wreszcie żyć - 12 kroków ku pełni życia”.
Kilka zmian w moim życiu, które dokonały się dzięki krokom:
1. Zmienił się mój obraz Boga - dostrzegłem lepiej, że On jest cały czas ze mną, że mnie nie odrzuca i
nigdy nie odrzucał, i że mnie podnosił mimo moich błędów.
2. Lepiej poznałem samego siebie, to czego potrzebuję, chcę, co myślę i nadałem temu wartość, a
może dostrzegłem, że to ma wartość, że to co ja myślę i chcę też jest ważne.
3. Łatwiej jest mi wyznaczyć moje granice wobec innych. Łatwiej mi swoje potrzeby postawić na
równi z potrzebami innych, a nie w kółko wszystkich zadowalać, jednocześnie pomijając siebie.
Cały ten czas traktuję jako czas pewnego rodzaju leczenia, poznawania i kształtowania
dobrych wzorców i postaw oraz czerpania od innych. Doświadczenie przyglądania się temu, jak inni
(którzy są ode mnie inni) przeżywają swoje kroki, było dla mnie szczególnie cenne i dodatkowo
pokazało, że świat wcale nie musi być taki, jak mi się wydaje, że jest. Jestem Panu Bogu wdzięczny za
ten czas i za to, co przeżyłem na krokach, bo widzę, jak wiele to we mnie zmieniło. I za to wszystko
chwała Panu! :)"
Piotr, 37 lat, mąż i ojciec czwórki dzieci
"Kiedy zdecydowałam się na udział w programie ,,Wreszcie żyć - 12 kroków ku pełni życia”,
byłam w stanie całkowitego braku akceptacji mojego życia, zarówno przeszłego, jak i obecnego. Nie
lubiłam siebie, istniała przepaść między moim ,,ja” realnym a ,,ja” idealnym, między postrzeganiem
siebie a marzeniem, jaka chciałabym być. Pamiętam, że pragnęłam zmienić swoje życie, uzdrowić
relacje ze sobą, z Bogiem i innymi ludźmi, by cieszyć się życiem, w radości i pokoju wewnętrznym, w
miłości do siebie i świata - po prostu żyć w pełni. Wtedy znaczyło to dla mnie wyzwolenie się z
ciągłego poczucia winy za "nieudane życie", niewłaściwe decyzje, zaprzestanie samooskarżania i
krytycznego recenzowania każdego swojego kroku, uwolnienie się spod władzy umysłu, który
obsesyjnie roztrząsał fatalną przeszłość i wymyślał alternatywne scenariusze: co by było, gdyby...
Wejście na drogę 12 kroków wymagało ode mnie bezkompromisowego stanięcia w prawdzie
o sobie, głębokiego samopoznania, wnikliwego przyjrzenia się swoim szkodliwym nawykom i
programom mentalnym, uświadomienia i ujawnienia skrywanych uczuć i traum.
"Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić..., pozwól mi…
przyjąć ten świat, jakim jest, a nie jakim ja chciałbym, aby był..., pozwól mi Tobie zaufać..." - te słowa
modlitwy przypominały mi, że najważniejsze są: akceptacja i ufność. Gdy tak szłam krok po kroku, w
zawierzeniu bezwarunkowej Miłości, z towarzyszeniem kompetentnych i zaangażowanych
prowadzących, przeglądając się w zwierciadle doświadczeń członków grupy i zarazem otrzymując od
nich dar uważności na moją historię, otwierało się przede mną zrozumienie sensu wszystkich
przeszłych i teraźniejszych doświadczeń mojego życia, jako drogi rozwoju i wzrostu, wiodącej do
miejsca, w którym teraz jestem. Osiągnęłam wewnętrzny spokój i samoakceptację.
Moje ,,teraz” to kolejny punkt na drodze, w ciągłym procesie refleksji nad sobą i odkrywania
głębi własnego życia, drodze ku pełni, jaką jest w istocie zjednoczenie z Bogiem. Z wdzięcznością."
Bożena, 66 lat, mama i babcia
"Zawsze myślałam, że mam problem z córką, z ludźmi, a tak naprawdę to ja miałam
problem ze sobą: z akceptacją, z odpuszczaniem, z uznaniem mojej słabości. Warsztaty
,,Wreszcie żyć - 12 kroków ku pełni życia” uświadomiły mi, że nie muszę spełniać oczekiwań
innych, nie muszę też przesuwać swoich granic, mam prawo być słaba, bezsilna, zmęczona.
Nie muszę też nikomu niczego udowadniać, ale też nie mogę oczekiwać, że wszystko będzie
pod moje dyktando. Moje granice są ok i nie muszą być takie, jak granice innych ludzi - ich
granice też są ok.
Dziękuje Bogu, prowadzącym warsztaty: Ewie i Leszkowi oraz uczestnikom grupy za
obecność , otwartość i przedstawienie innych punktów widzenia na niektóre sprawy.
Początkowo myślałam, że na warsztaty trafiłam przypadkiem w trudnym momencie
mojego życia. Teraz wiem, że zostałam tu przyprowadzona. Po trzech latach warsztatów
(swoją drogą, jak ten czas szybko minął) - część moich problemów naprostowało się, na
część patrzę całkiem inaczej, a ja jestem mocniejsza w wierze, bliżej Boga i nadal w drodze."
Anna, żona i mama dwójki dorosłych dzieci
„Praca w 12 Krokach to czas największych przemian, nad którymi sama pracuję i które
dostrzegam, że się dzieją we mnie. Ogromną wartością w spotkaniach jest przygotowanie
zawodowe i terapeutyczne Prowadzących, to bardzo wiele wnosi. Podjęłam tą pracę, by
ratować siebie i moje młode małżeństwo. Uważałam się za osobę altruistyczną, oddaną,
słuchającą, głęboko wierzącą. Nie podejrzewałam, że mam jakieś utarte, koślawe
mechanizmy działania czy myślenia. Że mogę je odkryć. Nazwać je słowami. Że one mogą
zafałszowywać codziennie moje myślenie, moje czyny, oceny, decyzje. Że mogę nauczyć się,
jak je wyprostować i żyć w prawdzie! Nie podejrzewałam, że będę uczyć się stawiać siebie
na pierwszym miejscu, by nie być tak surową dla siebie. Nigdy nie pomyślałabym, że mój
sposób komunikowania, mówienia i słuchania był tak kulawy. Warsztaty grupowe są dla mnie
wieeeeelką wartością, bo w słowach innych sama mogę się przejrzeć i dostrzec rzeczy
dotąd niedostrzegalne. Bogu dziękuję, że mnie zaprowadził na tą drogę pracy ze sobą,
drogę szczęśliwego i spokojnego życia wśród ludzi i dla Niego". Marysia, lat
42
„Zaproszenie na Warsztaty 12 kroków przyjęłam bez przekonania. Po zapoznaniu się z ich
programem, miałam jeszcze więcej wątpliwości. Za mną było już wiele terapii małżeńskich,
a potem indywidualnych i miałam wrażenie, że będę powielać proces, przez który już
wielokrotnie przechodziłam. Ostatecznie podjęłam to wyzwanie tylko dlatego, że miałam
wewnętrzne poczucie braku pełnego wybaczenia " moim winowajcom". I faktycznie
przechodziłam przez wiele kroków sięgając ponownie do bolesnych wspomnień, uświadamiając
sobie jeszcze raz te same schematy, słabości, braki, ale już zupełnie w innym
kontekście. Po raz pierwszy doświadczyłam akceptującego przyjęcia całego mojego
"brzemienia" przez grupę innych, obcych ludzi, co po jakimś czasie dopiero uświadomiłam
sobie jako proces zdrowienia mojej wielkiej rany - "odrzucenia". Wypowiadanie przed
grupą swoich trudnych doświadczeń, było możliwe dzięki nieudawanej empatii pozostałych
uczestników, jak również dzięki wsłuchiwaniu się w ich doświadczenia. To pozwoliło mi
przenieść swoją koncentrację ze swojego bólu, zobaczyć w drugim człowieku bezsilność
pomimo dobrej woli i skorygować moją ocenę innych, z którą szłam przez życie.
Największym jednak "darem" tych warsztatów było dla mnie przyjęcie swojej
odpowiedzialności w budowaniu własnego życia i relacji, bez poczucia destrukcyjnego
poczucia winy, a przez to wyjście z roli ofiary. Zobaczenie, a potem wypowiedzenie na
głos własnych słabości i braków pozwoliło mi wejść w proces wybaczania sobie, co okazało
się podstawowym warunkiem w prawdziwym wybaczaniu innym. Gdy zrozumiałam swoje
uwarunkowania i to, czego w sobie nie mogę zmienić, mogłam swoją uwagę przekierować na
wzmacnianie tego co we mnie dobre. Akceptacja tego czego nie mogę zmienić w swoim życiu,
dała mi energię, by działać tam gdzie zmiany są jeszcze możliwe, do czego nieustannie
motywowali nas Prowadzący i za co jestem im ogromnie wdzięczna".
Małgorzata, lat 48, mama dwóch dorosłych córek
„Dzięki uczestniczeniu w Warsztatach pokonałam ogromny strach przed odrzuceniem
i opuszczeniem, który wcześniej mnie blokował i przeszkadzał nawiązać bliższe relacje.
Nauczyłam się tam, że każdy człowiek może zawieść, jedynie Bogu mogę w pełni zaufać. I to
wystarczy. Zaakceptowałam możliwość, że inna osoba może mnie zranić. Zaczęłam dzielić się
z innymi ludźmi swoimi odczuciami i przeżyciami.
Dzięki terapii zrozumiałam, że ci, którzy mnie kiedyś zranili też byli poranieni.
Przestałam postrzegać siebie jako ofiarę i dzięki temu skupiłam się na eliminowaniu swoich
wad i grzechów. Dostrzegłam, że każdy popełnia błędy, jest grzeszny i zaakceptowałam to.
Zmniejszyło się przez to moje osądzanie i krytykowanie innych ludzi. Staram się mniej
krytykować także siebie. Przebaczyłam sobie swoje dotychczasowe błędy i przestałam się za
nie karać. Poprzez okazane sobie przebaczenie w dużym stopniu ograniczyłam zachowania,
które były dla mnie destrukcyjne.
Swobodniej czuję się teraz w kontaktach z osobami, które w jakimś sensie są dla mnie
autorytetami. Przestałam porównywać się z innymi ludźmi. Nie obawiam się już ich oceny.
Wcześniej sama ich obecność powodowała we mnie ogromny lęk, paraliż i chęć wycofania
się. Nie potrafiłam się wtedy zgrabnie wypowiedzieć, nie kończyłam rozpoczętej myśli,
brakowało mi słów, czułam w głowie pustkę.
Przed terapią nie potrafiłam nazywać ani wyrażać swoich uczuć. Nie dostrzegałam
swoich potrzeb lub je tłumiłam. Teraz cały czas uczę się rozpoznawać oraz dostrzegać ich
prawdziwą przyczynę i nie obwiniać drugiego człowieka za moje stany.
W dużej mierze uwolniłam się od kontrolowania innych osób, w szczególności mojego
syna, narzucania mu własnych pomysłów, krytykowania. Zrozumiałam, że ma on prawo
znaleźć własną drogę przez życie i że troszczy się o niego Bóg, który zna go najlepiej. Dzięki
temu obniżył się poziom stresu, zaczęłam więcej czasu poświęcać sobie, dbać o siebie i swoje
potrzeby. Mam więcej chęci i gotowości do prowadzenia aktywnego trybu życia, dbania o
swoje zdrowie. Mam lepszy kontakt z synem, który także zauważył we mnie te zmiany i je
docenia.
Pragnę zaznaczyć, że bardzo dużą pomocą było dla mnie dzielenie się innych osób w
grupie, ich świadectwa. Ich wypowiedzi pomagały mi rozpoznać moje niewłaściwe sposoby
postępowania a wypowiedzi zwrotne były mi pomocne w poszukiwaniu moich rozwiązań.
Przez to proces zdrowienia mógł być bardziej efektywny i przebiegać szybciej.
Jestem także bardzo wdzięczna naszym terapeutom, dzięki ich mądremu
prowadzeniu, cierpliwości, akceptacji i ogromnej życzliwości zdołałam dobrnąć do końca
tego trudnego, wymagającego procesu zdrowienia. Bardzo im dziękuję!". Beata, lat 51
„Podczas warsztatów poprawiła się moja samoocena. Pokochałam siebie taką, jaka
jestem. Poprawiła się moja relacja z Bogiem. Wiara stała się dojrzalsza. Bóg stał się
mym przyjacielem, a nie wymagającym ojcem. Byłam bardzo zalękniona Bogiem. Cierpiałam na
nerwicę lękowo-depresyjną. Warsztaty pozwoliły mi w dużym stopniu pozbyć się jej. Wciąż
byłam niezadowolona z siebie i z życia, teraz potrafię cieszyć się drobiazgami.
Poprawiły się moje relacje z ludźmi". Katarzyna, lat 65
„Udział w warsztatach 12 kroków pomógł mi przyjrzeć się sobie bardziej, swoim
niekontrolowanym zachowaniom, pomógł mi zrozumieć dlaczego i skąd biorą się moje
pewne nawyki, zachowania, wybory i błędy. Przede wszystkim przestałam mieć nadmierne poczucie
winy za swoje błędy, zrozumiałam motywy mojego postępowania, a przynajmniej po części
(bo tak naprawdę wszystkiego dowiem się po śmierci). Uwolniłam się też od pewnego przymusu pomagania
innym na siłę, brania za nich odpowiedzialności, ich życia na swoje barki.
Zwróciłam się bardziej ku sobie, aby świadomie z pełną odpowiedzialnością budować dalsze swoje
życie i odpowiadać za nie. Nie zabiegam już tak mocno o uznanie i akceptację, nie wymuszam jej na innych, pozwalam
sobie na życie w pokoju. Dzięki warsztatom zrozumiałam jak bardzo nie umiem stawiać granic i ich egzekwować, które
zostały naruszone przez przemoc psychiczną, jakiej doświadczyłam w domu rodzinnym. Zobaczyłam też agresję i przemoc
jaką miałam w sobie. Dziękuję Panu Bogu za to, że mnie pokierował na warsztaty 12 kroków i za cudownych prowadzących psychologów,
za ich profesjonalizm, delikatność i wyrozumiałość". Grażyna, lat 48
„Na warsztaty "Wreszcie żyć - 12 kroków ku pełni życia" trafiłam z polecenia mojego
kierownika duchowego. Kierownik powiedział, że pomogą mi uporządkować chaos w moim życiu
i poprawić relacje z najbliższymi. Rozpoczęłam pracę i powoli zaczęłam poznawać siebie.
Stopniowo poszerzała się świadomość moich wad, schematów działania, moich wypowiedzi i
zachowań raniących ludzi wokół mnie. Z drugiej strony zaczęłam zauważać także swoje
mocne strony i dobre cechy. W miarę postępu terapii zaczęłam zmieniać swoje
postępowanie, sposób postrzegania ludzi i problemów. Zaczęło mi być coraz łatwiej w
sytuacjach trudnych, których wcześniej nie umiałabym ,,ogarnąć''. Dzięki temu, że jest
to praca grupowa i wszyscy dzielimy się swoimi doświadczeniami mogłam poznawać sposoby
postępowania różnych osób, które miały podobne problemy do moich. Ich wypowiedzi
niejednokrotnie były odpowiedziami na moje wewnętrzne pytania. To pomagało mi wybierać
najlepszy sposób postępowania. Na warsztatach były osoby będące rówieśnikami moich
dorosłych dzieci. Dzięki ich wypowiedziom zrozumiałam bardziej moje dzieci, ich sposób
myślenia i postrzegania świata. Zachowanie moich dzieci i ich sposób wypowiadania się
już mnie nie drażni, ponieważ już je bardziej rozumiem. Dzięki warsztatom jestem
spokojniejsza, rozważniejsza w rozmowie, staram się wyważać słowa, lepiej je dobierać,
aby nikogo nie ranić. Uczę się też otwartości w stosunku do ludzi i stawiania granic, co
było moją wielką trudnością. Jestem wdzięczna terapeutom i mojej grupie, że mogę z ich
pomocą odmieniać siebie, tak, aby moje życie stało się bardziej świadome, łatwiejsze,
aby relacje stały się lepsze". Teresa, lat 62